RSS
piątek, 05 stycznia 2007
Sylwester - Nowy Rok

nowy rokWspomnienie Sylwestra i Nowego roku na bardzo długo pozostanie w mojej pamięci. Do ostatnie chwili nie wiedzialem czy pojadę do Niej. Czy wlaśnie z Nią spędzę początek roku. Ostatecznie udało się doprowadzić samochód do stanu używalności. Podróz raczej nie była długa ani nieprzyjemna ale w pewnym momencie rozglądałem się badawczo, szukając tablicy z przekreślonym napisem "Ziemia".

Po dotarciu na miejsce przywitał mnie śliczny PRLowski blok, za pewne ostatni raz remontowany w dniu śmierci Stalina [czepiam się]. Wszedłem na któreś, chyba drugie] piętro i przywitało mnie moje kochanie. Wyglądała oczywiście ślicznie. Spodnie jeansowe i czarna bluzka z seksownym dekoltem [znacznie utrudniającym skupienie myśli na czymkolwiek] wiązana na karku. Była też Jej koleżanka Ania, a po chwili dołączyła również Jej bratowa Aśka. Siedząc gaworząc, przyglądając się telewizyjnemu sylwestrowi i powoli acz konsekwentnie upijając dotrwaliśmy do północy, a potem wyruszyliśmy w teren pozdrowić wszystkich w okolicy i wspólnie wypiliśmy szampana.

Po powrocie czekało nas nas jeszcze amciu i piciu. Ale w krótce zmęczenie wzięło górę. Wziąłem szybki prysznic. Poszedłem do Jej pokoju. Po chwili weszła ubrana jedynie w satynową koszulkę.

Chciałem [nie wiem czemu - pewnie przez alkohol - włączyć komputer - to taki mój nocny odruch] spojrzałem na Nią i po nanosekundzie zastanowienia nacisnąłem wyłącznik. Zgasiła światło i położyła się na łożku a ja koło Niej. Ma słodkie mięsiste jak świeży owoc usta. Położyła się na brzuchu a ja całowałem Jej karczek i gładziłem ramiona i włosy.

Długo nie pospałem. A rano najwspanialsza bobudka o jakiej mogłem marzyć. I znowu Jej oszałamiający zapach i długie chwile leżeliśmy wtuleni w siebie. Ona obejmuje mnie i przyciska do siebie. Ja chciałbym jeszcze. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Mam ochotę Ją pożreć. Cały czas.

11:11, sumbody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 grudnia 2006
Świąteczna Niedziela

betterDzisiaj po wczorajszej wiligilii pozostało poczucie przepełnienia i na niedopita butelka dwulitrowej coli. Wczoraj na chwilę z cywilizowanego człowieka przeobraziłem się w pochłaniający wszystko automat. Barszcz, uszka, pierożki, ryba po grecku, sałatka jarzynowa, karpik, jajeczko z sosem tatarskim, śledzik, coś tam coś tam, dużo soku, ciastko, sok, sernik, sok potem jeszcze trochę wody mineralnej i Coli żeby dobrze to wszystko rozpuścić - wygladało to prawie jak scena z "Sensu Życia wg Monty Pythona". Na szczęście obyło się bez drastycznego finału. Przezornie połknąłem gdzieś w połowie bicia nowego życiowego rekordu pigułkę na trawienie i regulację kwasów żołądkowych dzięki której noc spędziłem wyjątkowo przyjemnie śniąc o mojej maleńkiej słodyczy.

22:59, sumbody
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 grudnia 2006
Dłuuga przerwa

brzuchSobota, tuż przed wigilią. OnA jest u siebie w domu. Rozmawiamy na gg. W przyszłym tygodniu jak dostane blachy jadę do niej moim autkiem - zielonym - pozostałe informacje chyba nie są ważne. Trochę go trzeba doglądać - umyć szybki. Sprawdzić ciśnienie w kółkach. Kupić ładne drzewko zapachowe [na zapas]. Przydałby się jeszcze trójkąt ostrzegawczy ale ni było w sklepie więc zadowoliłem się gaśniczką. Na allegro widzialem już alufelgi... doprawdy nie wiem czemu OnA jest zazdrosna o mój samochód...

Kupiłem Jej na gwiazdkę mały prezencik w Aparcie - taki naszyjniczek - perełki w srebrze na łańcuszku. Ładnie Jej w tym. Ma taką długą gładką szyję. Teraz będą na niej wisieć dwie perełki, ode mnie.

Święta spędzę na wigilii z moją kochaną rodzinką. Wszystkim kupiłem jakiś prezent. Boże aż mnie karta rozbolała. Teraz czekam spokojnie na wypłatę. Do tego czasu jakoś uciągnę na chlebie i wodzie. To szczęście malujące się na ich Twarzy będzie bezcenne... za resztę zapłaciłem kartą VISA.

Lubię całować Jej dłonie, Jej karczek, brzuszek - ma taki zabawny pępek... słodki. Trochę Ją to krępowało. Mój dotyk, moje pocałunki. Okazało się, że nikt wcześniej Jej tak nie dotykał, nie pieścił. Dziwne. Nieprawdopodobne. Ciężko w to uwierzyć.

Po świętach wracam do odnalezienia swojego zakwaterowania, rozbijanie się pokątnie u brata jest męczące. Łątwiej było mieszkanie oddać niż je teraz znowu w tym mieście znaleźć. Więcej nie będę podejmował pochopnie decyzji. Teraz zbieram wszystkie ogłoszenia i gazety. W końcu znajdę to wymarzone moje miejsce.

Śnię o niej codziennie. To nie są jakieś eleganckie sny. Dużo barw. Jasnych. Dużo fantazji. Męskich. Cóż... jutro jeszcze coś dodam.

20:14, sumbody
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 grudnia 2006
12 grudnia... maleńka wtopka

to make a mountain out of a molehillNo i mam za swoje. Taki zakochany, że zapomniał zajrzeć do kalendarza. A tam co? Imieniny... Jej. Czy to cos oznacza. Coś poza tym, że nie patrzę w kalndarz - przynajmniej nie w część dotyczącą imienin [nie ma jej w outlooku]. Troszkę się pogniewała, chyba nie - raczej dała delikatną sugestię do sprawdzenia dzisiejszych solenizantów. Wszystko będzie dobrze. Przecież jest dobrze. Prawda. Niektóre sprawy wciąż czekają na rozwiązanie. Niektóre sprawy ciągną się - niechciany ogon. Przydałaby się amputacja.

Odbywamy dużo rozmów. Poznaję Jej przyjaciółki [na razie przyjaciółkę]. Nie lubi mnie. Mam to walić? Trochę mnie to boli dowiedzieć się, że jestem dla kogoś człowiekiem bez znaczenia [ciekawe co to znaczy - tzn. ja wiem co to znaczy ale czy ona to mówi serio]. Chciałem porozmawiać. Nie udaję zainteresowania. Po prostu chciałem poznać Jej znajome. Czy szukam na siłę akceptacji? Nie po prostu nie jestem gburem. Nie traktuję tych ludzi jak gówniarzy, z którymi nie warto się zadawać. Może powinienem? Za dużo pytań. Po jaką cholerę generuję tyle pytań...

14:53, sumbody
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 grudnia 2006
Czwartek przed weekendem

muszelkaWczoraj dzień mikołajkowy, ale to przede wszystkim urodziny mojego brata. W ogóle byłoby bardzo miło gdyby nie fakt, że do naszego biura przyjechał ze stolycy herr direktore. Lubie go. Nie za jego pomysły. Nie za jego zachowanie. Za jego doskonałe poczucie humoru, które za każdym razem rozszerza definicję słowa konsternacja.

Nie widziałem sie z Nią, choc wiedziałem, że się nie zobaczymy. Zadzwoniłem do Niej. Chciałem usłyszeć Jej głos. Jest jak Ona. Wcale nie wysoki, młody a jednak brzmi dojrzale. Lubię Jej słuchać. Zadzwoniłem jeszcze wieczorem, trochę Ją wybudziłem. Chciałem usłyszeć Ją przed zaśnięciem. Czy to jest właśnie miłość.

09:18, sumbody
Link Komentarze (4) »
wtorek, 05 grudnia 2006
Znowu Ją widzę

dreamsWieczorem znów Ją widziałem. Niedługo. Musiałem jeszcze coś załatwić. Parę spraw niecierpiących zwłoki. Widziałem Ją chwilę jakieś 47 minut 36 sekund. Przytuleni poszliśmy na spacer. Jak zwykle rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Wtualłem się w Nią i tuliłem Ją do siebie szczęśliwy jak dziecko. Wygłupialiśmy się, przy czym Ona była nie do pobicia. Smakowałem Jej ust przy każdej możliwej okazji w końcu stwierdziła, z uśmiechem, że jestem jakiś zboczony [ale to wszystko przez Nią, normalnie jestem bardzo spokojny i powściągliwy i opanowany i w ogóle].

Coś jest, coś dobrego, coś nowego...

12:00, sumbody
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Początek nowego...?

ustaCałą sobotę spędziliśmy na gadu. Prawie. [W przerwie byłem na imieninach ojca. Nic specjalnie ciekawego więc nie będę tego komentował] Rozmawialiśmy o wszystkim. O tym co było, co jest co może być, o tym co czujemy i jak czujemy. Jak ja czuję, jak czuje Ona. Wszystko się zmienia. Cały czas. Jest nadzieja. Znika i pojawia się. To nie jest gra. Po prostu rozmawiamy. Zresztą w tej grze nie mogłoby być zwycięzców, gdyby wygrało tylko jedno z nas. Sęk w tym, że my chyba nie gramy w przeciwnych drużynach. Właściwie to chyba gramy w duecie.

W niedzielę widziałem Ją. Widziałem się z Nią. Siedzieliśmy w pokoju. Jej koleżanka wyszła. Coś tam mruczałem. Próbowałem Jej tłumaczyć matematykę. Prawdopodobieństwo i kombinatorykę. Okazało się, że rozumie wszystko, wbrew deklarowanej całkowitej niewiedzy. I potem w końcu przyszła pora żeby wyjść. Spojrzałem na Nią, właściwie na Jej dłonie. I pochyliła się. I wystarczyło. I miałem ochotę, żeby ta chwila trwała. A potem przytuliłem Ją z całej siły i mogłem gładzić Jej gładką szyję i karczek i składać na nim kolejne pocałunki. A potem wstała i zapaliła papierosa i usiadła na oknie, a ja poczułem, że jest gorzej niż było, że teraz to już w ogóle wszystko jest pomieszane. I co mogłem zrobić jeśli nie przytulić się do Niej. Dobrze wygląda z papierosem - kręcąco - szkoda, że to taki szkodliwy nałóg.

Poszliśmy do zwyczajowego miejsca. Po drodze opowiadaliśmy sobie różne rzeczy, historie, co chcielismy kiedyś powiedzieć, a czego nigdy nie powiedzieliśmy. Co mogłoby ale się tak naprawdę nigdy nie zdarzyło. Usiedliśmy przy stoliku przy piwie i rozmawialiśmy. Ruszając ustami, niewydając głosu. Czy coś się zmieni. Coś już się zmieniło.

13:16, sumbody
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 grudnia 2006
Kolejny koniec tygodnia

kratyJestem okropny. Prosiłem Ją o złożenie jakiś deklaracji, że mnie nie kocha i w ogóle to było straszne co zrobiłem, że tak na nią naciskałem [dla swojego świętego spokoju]. Zreflektowałem się. Przeprosiłem. Mam nadzieję, że mi wybaczy. Nie miałem prawa Ją o to prosić [straszne to było, że w ogóle wpadłem na ten idiotyczny pomysł]. Chyba zaczynam się godzić z myślą, że to już koniec.

Ona już wybrała, układa sobie życie, a ja wpadam ni stąd ni zowąd i wywracam Jej mały świat do góry nogami, a potem jakieś cyrki z niekochaniem [po namyśle wymierzam sobie karę piętnastu batogów do wykonania w trybie pilnym].

Wstydzę się tego co zrobiłem.

 

14:43, sumbody
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 listopada 2006
Już czwartek

sny...Poranek pełen atrakcji. OnA pisze do mnie. Ja piszę do Niej. OnA się zastanawia. Mi po głowie chodzą sprośne myśli - wspomnienie po bardzo miłych snach - na tyle mogę sobie pozwolić. OnA chce, żebym opowiedział Jej moje sny. Chyba to nienajlepszy pomysł ale temat został podchwycony i zaczyna się rozkręcać. Nie wiem w co my gramy ale to jest coraz bardziej dziwne. Niby wszystko jest jasne i oczywiste [a przynajmniej się takie wydaje] ale tak naprawdę nic jest jasne, ani tym bardziej oczywiste. Oczywiście otrzymując zgodę na spotkanie z Nią [kiedykolwiek by się ono nie odbyło] cieszę się jak dziecko, a potem zastanawiam się co z tego tak naprawdę może wyniknąć. No bo chyba trochę tak mieszamy sobie w głowie. Wszystko zostało już powiedziane. Uczucia wyznane. Żale przelane. Błędy wybaczone. Straty zaakceptowane. I nagle cała misterna konstrukcja słów i deklaracji zaczyna się rozpadać jak domek z kart, rozpuszcza się jak lodowy zamek na wiosnę, rozpływa jak zamek z piasku podczas przypływu itp. i generalnie sam już nie wiem co mam myśleć. Może OnA coś jednak do mnie czuje. Może już sama nie wie. Może źle robię, że tak Jej mieszam w głowie [choć może nie do końca robię to świadomie - po prostu chciałbym zachować kontakt z Nią w jakiejkolwiek formie - w takiej na jaką mi pozwoli]. Może powinienem zerwać kontakt i zapomnieć ale to chyba niemożliwe albo przynajmniej bardzo, bardzo trudne.

A moje sny. Ech... co się będę rozpsiywał. to trzeba zobaczyć

12:17, sumbody
Link Komentarze (5) »
środa, 29 listopada 2006
Środa

reaching the bottomDziś wcale nie wyzdrowiałem - antybiotyk nie pomógł syropy nie pomogły. Walę to.

Kto by pomyślał, że w końcu wyduszę z siebie te dwa słowa. Kocham Cię - poszło, nie powiem, że łatwo ale łatwiej niż mógłbym przypuszczać. Z tego co wiem to bardziej tylko namieszałem niż sprawę wyjaśniłem ale dzieki temu czuję się chyba lżej, może nie lżej ale przynajmniej to jedno jest już wyjaśnione. Dialog (lekko skorektowany, bo na pasjonującym szkoleniu, które miało miejsce przed chwilą przypomniałem sobie kilka szczegółów - dobrze oddających moją "osobę"):

 - Nigdy nie byłem dobry w te klocki i właściwie to nie do końca wiem jak zacząć... [wiem wielokropek jest taki pretensjonalny]

- ...

- Właściwie to chyba dobrze wiesz co chcę Ci powiedzieć, więc może zrobię z tego dwie wiadomości, jedna, która może być dobra ze względu na drugą.

- Zacznij od drugiej

- No więc to druga to, jakbym miał to ująć eufemistycznie, mam do Ciebie słabość, a gdybym nie ujmował tego tak eufemistycznie tylko mówił tak całkiem wprost, to zakochałem się w Tobie... Za to ta pierwsza to fakt, że wyjeżdżam, wyprowadzam się (whatever) co na pewno ułatwi sytuację ze względu na fakt, że Ty jesteś z nim i po tym co powiedziałem na pewno nie bedziesz miała specjalnej ochoty mnie zbyt często widywać... (chyba trochę przegadałem to ale tak już mam)

- I ta pierwsza jest dobra? Powiedz, jakie to uczucie kiedy mogłeś coś mieć i to straciłeś

- ... (paskudne, właściwie beznadziejnie się czuję) nienajlepsze (zresztą co ja mam powiedzieć)

A potem okazało się, że zdrowo namieszałem, i że OnA wiedziała już od dwóch tygodni co chcę Jej powiedzieć co nie zmieniało faktu, że i tak było już za późno więc tak jakby wyjaśniłem w końcu o co mi chodzi co tak naprawdę niczego nie rozwiązało tylko namotało Jej w głowie [nie czuję się wcale dobrze z tego powodu]. A potem zaczęła się nerwowo bawić dłońmi i ja zrobiłem to co powinienem i chciałem już dawno zrobić. Wziąłem Ją za dłonie i przytuliłem do siebie wtulając twarz w Jej Włosy gładząc Ją palcami po szyi i karczku. I to było takie pożegnanie właściwie, bo wszystko co potem powiedzieliśmy nie warte jest pisania, bo nie miało już znaczenia.

I skończyło się.

Wcale nie jestem szczęśliwy. Będzie może łatwiej ale wcale nie lepiej.

09:47, sumbody
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4